Zabel-Krüger-Damm 229, 13469 Berlin                                                 e-Mail: post@polskarada-berlin.de

• Nowości - Aktuelles • O nas - Über unsZarząd - VorstandStatut - SatzungArchiwum - ArchivImpressum

Partnerzy - Kooperationspartner: Projekt "Język polski w Niemczech"
Dom Polonii w Ostródzie



2018.05.27_dzien_polonii

Zapraszamy na festyn "Dzień Polonii"
w niedzielę 27 maja 2018r. od godz.11


2018.05.27_dzien_polonii



Zapraszamy na koncert
Filharmonii Dolnośląskiej z Jeleniej Góry
w ramach "Reinickendorf Classics" - Saison 2017/2018
w sobotę 26 maja 2018r. o godz.19


2018.05.26 Koncert




2018.06.15-Kajaki




  Zapraszamy na
weekendowy spływ kajakowy po rzece Myśli
dla młodzieży i dorosłych

organizowany pod patronatem Rady Polskiej
w dniach 15-17 czerwca 2018

Informacje i zapisy pod adresem podanym na zaproszeniu.





2018.07 Kajaki


  Zapraszamy na spływ kajakowy dla młodzieży i dorosłych pod patronatem Polskiej Rady na szlaku Drawy, Korytnicy i jeziora Wiry
w terminie 28 lipca - 5 sierpnia 2018



Informacje i zapisy pod adresem podanym na zaproszeniu.







Kronika - Chronik


Konkurs Polish Talent Support 2018

















Krakowskie Szkoły Artystyczne zapraszają młodych artystów polskich mieszkających na stałe poza granicami kraju, którzy działają na polu mody, fotografii oraz aktorstwa,
do udziału w 3 Edycji Konkursu

"polish talent support"




Nadsyłanie prac konkursowych do 10.04.2018 r.
Szczegółowe informacje o konkursie: www.polishtalentsupport.com



XIII Zimowe Igrzyska Polonijne - 2018

W dniach od 25.02 do 02.03.2018 w Krynicy-Zdrój odbyły się po raz 13-ty Światowe Zimowe Igrzyska Polonijne.
Do Krynicy zjechało się ponad 650 sportowych polonusów z 22 państw naszego globu. Igrzyska Polonijne pod patronatem Senatu odbywają się co 2 lata.

W tam roku zawodnicy mogli startować w następujących dyscyplinach:
  • Narciarstwo Alpejskie
  • Narciarstwo biegowe
  • Snowboard
  • Nordic walking
  • Short track
  • Wielobój łyżwiarski
  • Hokej
  • Turniej rodzinny
Klasyfikację medalową wygrali Czesi przed Litwą i Białorusią, były to najliczniejsze ekipy.

Mała, bo tylko 8 osobowa, reprezentacja Niemiec zajęła bardzo wysokie 5 miejsce, zdobywając 4 złote i 3 brązowe medale.
  • Maria Kowollik złoto w slalomie
  • Anna Thomann złoto w Short Tracku i brąz w slalomie gigancie
  • Katarzyna Pawłowska brąz slalomie i brąz w slalomie gigancie
  • Eugeniusz Bratek złoto w slalomie i złoto w slalomie gigancie
  • Henrik Kirch 7 w slalomie gigancie
  • Jarosław Kamiński 8 w slalomie
  • Antoni Markiewicz 9 w slalomie gigancie
Jacek Antosik opiekun grupy, który w wyścigu finałowym Short Tacku w zaciętej walce o medal na skutek upadku, nie ukończył konkurencji doznając bolesnej kontuzji nogi, co wyeliminowało go z dalszych startów w zawodach.

Igrzyska zakończyły się uroczystą mszą św. w intencji Polonii całego świata w Krakowie na Wawelu.



Konkurs Byc Polakiem 2018





Zapraszamy

dzieci, młodzież i nauczycieli

do udziału w IX Edycji Konkursu

"Być Polakiem"






Nadsyłanie prac konkursowych do 04.03.2018 r.
Szczegółowe informacje o konkursie: www.swiatnatak.pl



2018.01.21 Koncert Noworoczny

Zapraszamy berlińską Polonię na Koncert Noworoczny
i uroczystą galę "Najlepszy z Najlepszych"
w niedzielę 21 stycznia 2018r. o godz.17





Stowarzyszenie Polskie Kleks w Konstancji

Najlepsze życzenia noworoczne od Polonii z Konstancji nad jeziorem Bodeńskim przesyła:
Stowarzyszenie Polskie "Kleks"






Spotkanie Wigilijne Polonii w Berlinie - 16.12.2017

To było wspaniałe polonijne spotkanie świąteczne, które przewodniczący Polskiej Rady - Ferdynand Domaradzki wraz z Konusulem Generalnym Marcinem Jakubowskim od lat organizują i które stały się prawdziwą polską i polonijną tradycją w Berlinie. Dla Polaków za granicą najważniejsze jest TO właśnie spotkanie, spotkanie z naszymi przyjaciółmi w ten zimny i ciemny dzień grudniowy, ten POLONIJNY OPŁATEK.






zdjecia i tekst: Krystyna Koziewicz




Warsztaty Bożonarodzeniowe dla dzieci z Berlina

W połowie grudnia 2017r. w Katharina-Heinroth-Grundschule - Polsko-Niemieckiej Szkoły Europejskiej Rada Polska w Berlinie zrealizowała projekt: „Odkryj piękno polskich zwyczajów i tradycji ludowych - warsztaty bożonarodzeniowe”. Projekt przygotowała i przeprowadziła wiceprzewodnicząca Rady Małgorzata Tuszyńska.
O warsztatach na wigilijnym spotkaniu Polonii tak mówiły jego uczestniczki:
„Przywiozłyśmy ze sobą na to dzisiejsze spotkanie światełko nadziei, które wczoraj zapaliłyśmy w naszej szkole. Chcemy pomóc dzieciom w Polsce, które nie mają rodziców i mieszkają w Domu Dziecka. Przez cały wczorajszy dzień dzieci z naszej szkoły robiły ozdoby choinkowe i stroiki. Pokazali nam jak je robić artyści z okolic Zielonej Góry, którzy na codzień zajmują się wyrabianiem takich pięknych rzeczy. Bardzo dziękujemy im za te wspaniałe chwile, kiedy sami mogliśmy zrobić nasze świąteczne ozdoby. Przy tej okazji wiele dowiedzieliśmy się o polskich zwyczajach ludowych, o pracy z drewnem, o wykorzystaniu materiałów, które możemy znaleźć w polu, w lesie czy w parku oraz jak piec i ozdabiać świąteczne pierniki i przepyszne polskie ciasta.
Przeprowadzenie warsztatów w naszej szkole umożliwiła Polska Ambasada w Berlinie i Pan Konsul Generalny, któremu chciałybyśmy gorąco za to podziękować. Bardzo dziękujemy także Zarządowi Polskiej Rady w Berlinie, który przygotował projekt i przeprowadził warsztaty w naszej szkole.
Na dzisiejsze spotkanie wigilijne przywiozłyśmy ze sobą nasze prace: są to świeczniki, ptaszki, pierniki i ozdoby świąteczne. Chcielibyśmy, abyście Państwo zabrali je ze sobą do swoich domów. Mamy nadzieję, że spodobają się Państwu nasze prace i że do naszej puszki włożycie dużo datków. Przekażemy je w całości dzieciom z Domu Dziecka w Świebodzinie.”


Berlińska Polonia hojnie wrzucała do przyniesionej puszki. Już w czwartek przed świętami dzieci z Domu Dziecka we Świebodzinie otrzymają światełko przekazane na ręce przewodniczącego Rady Ferdynanda Domaradzkiego, który datki te obiecał przekazać razem z paczkami składanymi tego wieczoru przez Polonusów.








zdjecia i tekst: Małgorzata Tuszyńska



Szanowni Państwo,

Małżonka Ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Federalnej Niemiec, Julia Przyłębska ma zaszczyt zaprosić na
koncert kolęd i pastorałek zespołu GOLEC UORKIESTRA
W niedzielę, 17 grudnia 2017 r., o godz. 19.30 w Bazylice św. Jana Chrzciciela w Berlinie (Lilienthalstr. 5, 10965 Berlin).

Koncert jest realizowany we współpracy z Polską Misją Katolicką w Berlinie.

Konieczne jest potwierdzenie przybycia do 13 grudnia 2017 r. pod adresem eventb@msz.gov.pl

pozdrawia serdecznie
Marek Sorgowicki
II Sekretarz / II. Botschaftssekretär
Ambasada RP w Berlinie / Botschaft der Republik Polen in Berlin
www.berlin.msz.gov.pl

2017.12.17 Weihnachtskonzert 2017.12.17 Koncert




Festyn Wesoła Laka

Festyn Wesoła Laka




Wycieczka na Ukrainę - lipiec 2017 - Relacja

"Dumka na dwadzieścia serc" - było ich więcej, ale wolę zaokrąglić w dół, żeby jakiś pasjonat ochrony danych osobowych nie wytoczył mi procesu. Ferdynand powiedział, że pojechałby na Ukrainę nawet, gdyby miał tylko kilku chętnych na wyprawę, bo kto raz naszych dawnych wschodnich Kresów posmakował, ten na nie zwykle wraca. To takie uzależnienie, z którego się nie wychodzi, poza el comandante jadą po raz kolejny Jadzia, Iza, Krystian, Leon, Gosia, Włodek oraz Sławek z bratem Wieśkiem i jego żoną Elą. Debiutują zaś Maria, Ewa, Dorota, Krystyna, Asia, Irek, drugi brat Sławka, Stefan, mały Sławek z małżonką i Ela nr. 2. Dla mnie jest to już czwarta wycieczka na Kresy z berlińskimi polonusami - po Bukowinie, Białorusi i Litwie. Zobaczymy, jaka będzie.

Wyruszamy z Przemyśla do Lwowa, autobusem miejscowego PKS, z panem Adamem za kierownicą, starym znajomym z poprzednich wypraw na Wschód, cenionym za profesjonalizm i poczucie humoru. Jest sobota 1 lipca, imieniny obchodzą Halina i Marian, wypada wypić za zdrowie nieobecnych solenizantów, w ramach pierwszych podróżnych szczepień, które należą do najstarszych tradycji naszych wycieczek. Pogoda za oknem śliczna - słoneczna, klimatyzacja w autobusie działa, pogranicznicy nie marudzą z odprawą paszportową, więc gdyby nie te wyboje na drodze za szlabanem, stawiałbym na początek same piątki w dzienniczku podróżnym. Zła jakość dróg na Ukrainie to niestety reguła i wyjątków w niej doświadczymy niewiele. Pod względem wypadków drogowych i ich tragicznych skutków kraj ten zajmuje jedno z czołowych miejsc w Europie, więc lepiej nam poruszać się czasami w bardzo żółwim tempie, ale za to bezpiecznie. Do celu mamy około 100 kilometrów, to dwie godziny jazdy.

Na miejscu, pod hotelem George czeka już na nas Jurij, nasz przewodnik po Ukrainie, nieobcy paru osobom w grupie . Kwaterujemy się i idziemy na pierwszy spacer po mieście, później na kolację, do afgańskiej restauracji. Nazajutrz mamy dużo Lwowa, zwiedzania jego cennych zabytków, będzie rozsądnie pójść wcześniej do numeru i dobrze wypocząć, tym bardziej, że zatrzymaliśmy się w miejscu owianym wieloma legendami, w najstarszym hotelu miasta, którego historia sięga końca XVIII w. Wskutek wielokrotnych przebudów i nadbudów architektura gmachu nie jest jednolita stylistycznie. Na pierwotną architekturę utrzymaną w stylu włoskiego renesansu nałożyły się elementy secesji i Art deco. Fasady zdobią świetne płaskorzeźby - św. Jerzy autorstwa Antoniego Popiela oraz alegorie Europy, Azji, Ameryki i Afryki Leonarda Marconiego i Popiela. Trudno o lepszy symbol dla lwowskiego tygla kulturowego. W tym hotelu mieszkali m.in. Honore de Balzac, Franciszek Liszt, Ignacy Jan Paderewski, Józef Piłsudski i Nikita Chruszczow, stąd śpiewał na balkonie dla tłumu swoich wielbicieli Jan Kiepura swoje brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki… No a teraz robimy to my.

Niedziela, dzień pański, kilku osobom z grupy udaje się wstać wcześniej, żeby przed śniadaniem zdążyć na poranne nabożeństwo w języku polskim, które odprawiane jest w pobliskiej katedrze łacińskiej p.w. Wniebowzięcia NMP. Ze względu na małą liczbę wiernych wiekowy ksiądz zaprasza nas do bocznej kaplicy. W katedrze tej, wzniesionej na przełomie XIV i XV w., z fundacji Kazimierza Wielkiego król Jan Kazimierz złożył słynne śluby lwowskie, tu przyjdziemy całą grupą pod koniec naszej wyprawy. Dziś najpierw grekokatolicka katedra św. Jura, później Wzgórza Wuleckie, tragiczne miejsce kaźni profesorów lwowskich uczelni, rozstrzelanych przez niemieckie gestapo w lipcu 1941 r. W 70 rocznicę dokonanego mordu, z inicjatywy wrocławskich i lwowskich władz miejskich odsłonięto tu pomnik ku czci jego 46 ofiar; jest prosty i surowy, przedstawia zbiór kartek z dekalogu, z jedną, która wypada ze środka, co sprawia, że pozostałe się rozsypują. Nosi ona liczbę 5, nie zabijaj! Pod pomnikiem i tablicą z nazwiskami pomordowanych zapalamy znicze, wsadzamy w ziemię biało – czerwone chorągiewki.

Na Cmentarzu Łyczakowskim, najlepiej zachowanej polskiej nekropolii na Ukrainie i jednym z najważniejszych miejsc pochówku w dziejach kultury polskiej, na 42 hektarach spoczywa około pół miliona zmarłych, różnych narodowości i wyznań, w tym około 20 tysięcy naszych wybitnych rodaków. Zasłużeni dla nauki, literatury, sztuki, bohaterowie wszystkich narodowych zrywów, dzielą to miejsce z postaciami ważnymi dla historii Ukrainy oraz grobami Austriaków, Niemców, Ormian i Greków, którzy zostawili we Lwowie swój ślad. Szczególnym miejscem tutaj jest cmentarz - pomnik Orląt Lwowskich, Obrońców Lwowa. Spoczywa na nim 2859 żołnierzy poległych w wojnie polsko – ukraińskiej i polsko – bolszewickiej, w latach 1918 – 1921 oraz zmarłych później śmiercią naturalną. W 1971 r., na polecenie władz sowieckich, zdewastowano kwatery, dziś w wyniku ogromnych starań ludzi dobrej woli, już prawie wróciły do dawnego stanu. Przy grobie gen. Tadeusza Rozwadowskiego gromadzi się spora grupa ludzi różnych generacji, od dzieci po osoby w podeszłym wieku, polski przeplata się z angielskim i francuskim. Uczestniczą w dorocznym zjeździe familijnym rodu Rozwadowskich i do tradycji należy spotkanie przy symbolicznej mogile ich przodka, który od jesieni 1918 r. do wiosny 1919 r. dowodził obroną polskiego Lwowa przed atakującymi go wojskami ukraińskimi.

Powrót autobusem do miasta, gdzie wieczorem mamy w programie spektakl Pajacy w pięknej operze lwowskiej. Przejeżdżamy koło polskiej szkoły im. św. Marii Magdaleny, mieszczącej się niefortunnie przy skrzyżowaniu ulic Stepana Bandery i generała Szuchowycza. Ci dwaj Ukraińcy są współodpowiedzialni za rzeź około 100 tysięcy Polaków na Wołyniu w latach 1943 - 1944 i dla nacjonalistycznego sektora na Ukrainie, szczególnie prężnego w zachodniej części kraju, mają status bohaterów narodowych. Dla ich uczczenia władze miejskie umieściły na gmachu polskiej szkoły pamiątkową tablicę, a kiedy dyrekcja zaprotestowała, skwitowano to krótko: nie jesteście u siebie.

A ja bym powiedział : może i nie jesteśmy, ale czujemy się, jak w domu. W przeciwnym razie tak licznie nie odwiedzalibyśmy Lwowa i jego okolic, polskich turystów słychać tutaj na każdym kroku, na pewno nie tak często, jak przed wybuchem wojny w Donbasie, ale są. Każdy z własnego powodu, jedni z racji rodzinnych korzeni, inni chcieliby n.p. pójść tropem bohaterów sienkiewiczowskiej Trylogii, pana Wołodyjowskiego, Kmicica, Zagłoby; my z Krystianem uczęszczaliśmy do chorzowskiego liceum im. Juliusza Słowackiego, który urodził się w Krzemieńcu, w dzisiejszym obwodzie tarnopolskim i sentyment do Kresów wyssaliśmy niejako z mlekiem programu naszego polonisty, profesora Paprockiego. Nosił on nawet modne wówczas koszule z kołnierzem a la Słowacki, więc Testament mój musieliśmy mieć wykuty na blachę. Dla Gosi ta wycieczka jest szczególnie ważna, ponieważ jej mama urodziła się niedaleko Lwowa, ma adres i skrycie liczy na to, że może uda się jej, choćby na chwilę tam skoczyć. Szanse są małe, bo ze Lwowa pojedziemy w kierunku Kamieńca Podolskiego inną drogą, ale… jak się czegoś bardzo pragnie, to się spełnia. Trakt, po którym podążamy robi się tak wyboisty, że Jurij postanawia zmienić trasę i nasza koleżanka się cieszy, bo będzie jednak przez Złoczów, skąd pochodzi jej mama.


W tej miejscowości znajduje się zamek zwycięscy spod Wiednia, króla Jana III Sobieskiego, ale kupił go jakiś Austriak i ochrona nie chce nas wpuścić nawet na dziedziniec. Gosi nie udaje się odnaleźć starego adresu, nikt z miejscowych nie wie, gdzie była ta ulica, ruszamy dalej. Po drodze Trembowla, Skała Podolska, zamkowe ruiny ze śladami dawnej świetności magnackich rodów Lanckorońskich, Tarłów. Zatrzymujemy się przy Okopach Świętej Trójcy, upamiętnionych w Nie-Boskiej Komedii Z. Krasińskiego a zbudowanych z polecenia zwycięscy spod Wiednia. Tu rzeka Zbrucz uchodzi do Dniestru. Miejsce ważne strategicznie, w XVIII wieku na Zbruczu biegła granica między Rzeczpospolitą i Austrią, później między Imperium Rosyjskim i Cesarstwem Austro – Węgier a po zawarciu niekorzystnego dla Polski pokoju ryskiego w 1921 r., między II Rzeczpospolitą a Ukraińską SRR, która niebawem weszła w skład Związku Radzieckiego. Stąd sowieci 17 września 1939 r. ruszyli na Polskę i po czterech dniach opanowali połowę jej terytorium. Miejsce tragiczne, przez środek Zbrucza sowieci przeciągnęli drut kolczasty, żeby zapobiec ucieczkom przez rzekę, wielu ludzi straciło tutaj życie.

Jurij, który opowiada nam o tym wszystkim, a później dla równowagi nastroju wtrąca jakąś pogodniejszą relację, który otwiera nam oczy na piękno zaklęte w starej architekturze, w twarzach patrzących z kościelnych obrazów i ikon, w galicyjskich i podolskich krajobrazach, jest z pochodzenia Rosjaninem. Od wielu lat zadomowiony we Lwowie, mówi piękną polszczyzną z tym charakterystycznym, śpiewnym akcentem. Pracuje w redakcji miejscowego Kuriera Galicyjskiego, gdzie zajmuje się pisaniem i redagowaniem tekstów głównie z pogranicza historii i sztuki, choć już jest na emeryturze. Kiedy mu pozwala czas, oprowadza także wycieczki po Lwowie i Zachodniej Ukrainie, ponadto ma na swoim koncie szereg publikacji książkowych z dziedzin, którymi się zajmuje. Prywatnie zaś jest mężem uroczej kobiety, którą poznamy na pożegnalnej kolacji we Lwowie, ojcem i dziadkiem.

Trochę idę już na skróty w swojej opowieści, jednak inaczej się nie da. Każdego dnia działo się coś ciekawego i nie było lania wody w programie, jeżeli nie liczyć wycieczki statkiem po Dniestrze, więc trudno to wszystko szczegółowo i po kolei opisać w jednym tekście. Każda podróż to przede wszystkim ludzie, których spotykamy po drodze, a do nich mieliśmy wyjątkowe szczęście. W Trembowli ugościł nas domowym obiadem ks. Anatol Zajączkowski, proboszcz parafii p.w. świętych Piotra i Pawła. W Kamieńcu Podolskim, najsłynniejszej polskiej twierdzy nad rzeką Smotrycz, uwiecznionej w trylogii i zwanej przedmurzem chrześcijaństwa, przez dwa dni byliśmy gośćmi ks. Alojzego Kossobudzkiego od św. Mikołaja. W Jazłowcu schronienia udzieliły nam w pomieszczeniach klasztornych siostry Niepokalanki Szymona i Tatiana. Nigdzie nikt nie wstawał głodny od stołu, łóżka były wygodne, choć nasze przemiłe siostrzyczki nie doceniały leczniczego działania szczepionek Ferdynanda i ciut rumieniły się, kiedy śpiewałem hej dziewczęta w górę kiecki, jedzie ułan jazłowiecki, ale to było przecież tylko jedno ziarenko pieprzu w ich smacznej zupie w refektarzu. W drodze powrotnej do Lwowa zatrzymujemy się w Buczaczu, w którym to po upadku kamienieckiej twierdzy i przegranej wojnie z Turkami podpisano w 1672 r. niesławny traktat pokojowy i skąd rządził w XVIII wieku niepodzielny władca Podola Mikołaj Bazyli Potocki. Był Czortków, Zaleszczyki, dawne słynne uzdrowisko II RP, gdzie austriacka baronowa nie chciała ugościć Józefa Piłsudskiego, u schyłku jego życia, Zarwanica z największym sanktuarium obrządku grekokatolickiego na Ukrainie a na koniec Rohatyń i dawny Stanisławów, dziś Iwanofrankiwsk.

Proboszczem kościoła p.w. świętych Anny i Mikołaja w Rohatyniu jest ksiądz Jan Wójcik rodem z Sopotu, lat 30, z wyglądu sportowiec. Zero namaszczonego plebana ze starych portretów, ma dla nas dosłownie chwilkę, bo zaraz przyjedzie zapowiedziana polska grupa i musi sprawdzić, jak tam ziemniaki na obiad. W jego parafii obrządku rzymsko katolickiego brak wiernych tego wyznania, nie ma nawet grekokatolików, sami prawosławni i dla nich celebruje msze święte. W ich języku, po ukraińsku, po polsku zrozumieliby, bo wielu ludzi stąd pracuje w Polsce, ale miałby mniejszą frekwencję w kościele. Poza pracą duszpasterską zajmuje się działalnością charytatywną, kwestuje w Polsce na rzecz pomocy dla swoich ukraińskich duszyczek, a skala potrzeb jest ogromna, bo na terenie jego parafii jest duże bezrobocie, wielu ludzi pozostaje bez środków do życia i bieda aż piszczy. Jego kościół został odnowiony i wyremontowany także z datków polskich wiernych, podobnie, jak wszystkie inne, które nawiedziliśmy w czasie naszej wycieczko – pielgrzymki, każdy z nas na ile mógł i chciał, dorzucił się do tej wspólnej kasy. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych, w czasie politycznej odwilży, na postsowieckiej Ukrainie zaczęły wracać do wiernych miejsca kultu religijnego, większość z nich znajdowała się w opłakanym stanie. W jednych były fabryki, w innych magazyny, albo archiwa, w odbudowie świątyń na ziemi lwowskiej ogromnie pomogła miejscowa, polska baza Energopolu , na czele z jej dyrektorem Józefem Bobrowskim, ale ten temat wart jest odrębnego tekstu.

W uroczystej, pożegnalnej kolacji towarzyszyli nam przedstawiciele miejscowych organizacji polskich i kapela Wesoły Lwów, prowadzona szykownie przez pana Zbigniewa Jarmiłkę. Niestety, żadni dwaj cywili si ni zjawili, ale wszystkim ludziom, którzy doprowadzili do zorganizowania tej kolejnej i ze wszech miar udanej wyprawy na Kresy, pod patronatem Polskiej Rady – Związku Krajowego w Berlinie, serdecznie dziękuję i proszę o bis.



Relacja: Zbigniew Milewicz
Zdjęcia: Isabella Piegsa-Romanowska  
 






20170616_kajaki_Mysia

20170616_kajaki_Mysia 20170616_kajaki_Mysia 20170616_kajaki_Mysia 20170616_kajaki_Mysia 20170616_kajaki_Mysia 20170616_kajaki_Mysia 20170616_kajaki_Mysia 20170616_kajaki_Mysia
  Kilka słów o weekendowym spływie kajakowym na Myśli

W połowie czerwca, kiedy woda w rzekach i strumieniach już nie lodowata, a upały jeszcze nie mordercze, wybraliśmy się z Izą Piegsą-Romanowską na zorganizowany przez nią weekendowy spływ kajakowy rzeką Myślą. Malownicza i bystra ta rzeczka ma swoje źródło w okolicy Myśliborza (stąd nazwa miasta), a kończy swój bieg w Odrze na północ od Kostrzyna. Po drodze wije się wśród lasów i szuwarów, podmywając wysokie skarpy lub pluszcząc pod zwalonymi drzewami i dostarczając atrakcji kajakarzom. Kajakarz na Myśli się nie zamyśli - bo nie ma na to czasu!

Tym razem program spływu obejmował, oprócz samego pływania kajakiem, również elementy krajoznawstwa i historii, bowiem zakwaterowani byliśmy w miejscu szczególnym, w oberży w Chwarszczanach. Jest to zabytkowy kamienny budynek- dawniej gospodarczy a obecnie na dole restauracja (gdzie się stołowaliśmy) a na górze pokoje. Standard dobry, a na dodatek historyczny klimat. Tuż obok największa atrakcja - średniowieczna budowla o nietypowym kształcie, dawna kaplica klasztorna Templariuszy, o rozmiarach sporego kościoła, świeżo odnowiona w ramach unijnego projektu. Realizatorem projektu jest nasz gospodarz oberży pan Przemysław Kłosowski, który nas oprowadza po świątyni i opowiada historię tego miejsca. Chwarszczany mają jeszcze zabytkowy młyn - nieczynny, oraz czynną elektrownię wodną, a także dawną kaszarnię - część młyna, która zyskała ostatnio nowe życie, funkcjonuje w niej Miodosytnia Dziki Mód, którą zwiedziliśmy oraz degustowaliśmy jej wyroby.

Pogoda nam dopisała, po chłodnym i kapiącym sobotnim poranku, potem było z każdą godziną coraz lepiej, a w niedzielę już było bosko. Na koniec spływu był obiad plenerowy w ogrodzie naszego czarterodawcy pana Mazurka z firmy Kajakowo 1 nad rzeką i to już był koniec imprezy. Szkoda... Do następnego razu!

Relacja: Jadwiga Bleichert
Zdjęcia: Isabella Piegsa-Romanowska

Archiwum / zum Archiv



Copyright © 2012-2018 Polska Rada - Zwiazek krajowy w Berlinie T.z.